Sezon 2024/2025..
19:34...rozpoczął się jakieś dwa stulecia temu.
Tak się przynajmniej mi zdaje, bo przeżyłam jakieś 5 żyć w ciągu tego roku.
Ale z perspektywy roku przynajmniej wiem który spektakl z tego, przynajmniej dla mnie mniej owocnego roku - bo wydaje mi się że jednak mało widziałam - został w pamięci.
Rok temu nagrałam Tiktoka, dwa lata temu pisałam, więc wracam do formy pisemnej by podsumować na podstawie Plebiscytu Musicalowego, na co będę głosować.
1. Zacznę od kategorii której nie ma, ale mi czasami zostają sceny, które są ważne dla musicalu. I będę się ograniczać do trzech, chociaż może być ich więcej:
-scena z krawatem w Drogi Evanie Hansenie w Poznaniu już przed spektaklem była na ustach wielu osób, zwłaszcza Kierunek Musical, i tak, robi największe wrażenie, i takie powinna robić. Może to nie być mój spektakl, może za bardzo wyrosłam i jestem zła na to jak broadwayowskie jest to zakończenie, nie lubię braku konsekwencji, ale ta scena jest w tym spektaklu jak uderzenie w serce. Za to jedną scenę chociażby jedna gwiazdka w górę dla samego DEH
-nie mogę nie powiedzieć o końcówce Hair Teatru Muzycznego Proscenium. Przyznaję, długo zastanawiałam się oglądając spektakl czy jednak potrzebujemy go w roku 2025 -Hair się leciuteńko mimo wszystko zestarzało-, doceniałam pracę zespołu - kocham kadzidło - ale dopiero końcówka mi powiedziała że tak, ten spektakl jest potrzebny. Ten spektakl powinien być grany i z tą ekipą która go gra - młodą, ale odpowiedzialną, ale świadomą.
-I'll cover you repryza z Rentu z Teatru Variete (i na żywo doceniony po raz pierwszy przeze mnie monolog Maureen w wykonaniu Natalii Kujawy, lata oglądania Rentu i zawsze skipowałam bo jak kocham Idinę to nie mogłam zdzierżyć)Wylane łzy, brak suchego oka. Patryk Bartoszewicz wyciągnął wszystko, absolutnie wszystko z publiki i ze swojego bycia na scenie.
(bonus : czyszczenie okna kampera przez Krzysztofa Suszka w Romeo i Julii. Niepotrzebujące tłumaczenia.)
2. Nie dałam pewnej sceny z pewnego musicalu bo główna kategoria - Najlepszy musical- to tak naprawdę dla mnie całkowite pokochanie, wszystkich scen bez wyjątku
-Quo Vadis. Minął rok, minęło 9 spektakli które widziałam. Nadal nie potrafię pisać tak by nie było emocjonalnie. Co ten musical ze mną zrobił od pierwszego zobaczenia.
Czy potrafiłabym być nie emocjonalna i pisać subiektywnie, że to misterne arcydzieło, które nie może być dłuższe czy krótsze? Że tam nawet trzeci plan jest ważny? Że każda z tych osób na scenie pracuje i zasługuje na wyróżnienie? Że choreo jest misterne i genialne(to później)? Że Julia Duchniewicz absolutnie nie jest papierową Ligią? Że kocham jak Kuba Badurka jest od początku i cały czas na swojej najwyższej formie, a jak Paweł Muranowski z każdym spektaklem, każdym setem czuł się coraz pewniej i jak pięknie widzieć ten progres? Jak kocham każde spojrzenie które Eunice Ady rzuca swoim Petroniuszom? Że Pieśń funeralna rozdziera mi serce, a "Czułe imperium" sprawia że kiedyś nie zaśpiewam bezgłośnie, tylko na cały głos?
No właśnie. Nie potrafiłabym, ale kocham te emocje
-Tak samo te emocje kocham w Jesus Christ Superstar Teatru Muzycznego w Toruniu. Nadal mogę powiedzieć, że subiektywnie to jak to wyszło to misterne arcydzieło całej pracy całego zespołu, w przestrzeni Klubu Od Nowa mające o wiele więcej sensu niż ktokolwiek mógłby się spodziewać, że Kapłani są piekielnie dobrze wybrani, że Oliwia Drożdżyk jako Maria Magdalena ma w sobie siłę i wrażliwość jakiej nigdy nie widziałam, że Krzysztof Wojciechowski wyciąga nuty w Gethsemane.
Ale wolę pisać jak wychodzę z klubu na trzęsących się nogach po zobaczeniu z bliska tej sceny śmierci Judasza, po tym jak zdejmuję słuchawki bo koło mnie ludzie z zespołu krzyczą Ukrzyżuj, że jestem pod wrażeniem jak Patryk Rybarski skacze na rurze, i gdy odzyskuję zasięg kupuję kolejny bilet.
-patrzę na moją listę i dodam jednak dwa spektakle, wyjaśnienie dlaczego: bo już ich nie grają, a warto o nich powiedzieć, a zostały mi w całości - Folwark zwierzęcy SWA i Cienie Akademii Muzycznej w Gdańsku. Folwark to znowu misternie tkana opowieść, dająca każdemu z Absolwentów moment by się pokazać - najbardziej mi zostały sceny Oli Rowickiej, Marysi Bach-Dunajskiej i Karoliny Ziętak - ale tak naprawdę nie da mi się wyróżnić, bo i choreografia tam zagrała, i muza, i reżyseria (no bo to Kościelniak przecież...)
Cienie mnie zaskoczyły bardzo, i to bardzo pozytywnie. Nie wiedziałam nic, dostałam pełnoprawny spektakl wykonany na najwyższym poziomie, z plot twistami i świetnym wykonaniem i myślę o nim czasami, że nawet jeśli rok już dostaje role i się rozjeżdża, ale fajnie by było jeszcze raz.
3. Tej kategorii też nie ma, ale powiedzmy że widziałam więcej takich: mniejsze spektakle
-Błękitny ekspres Filipa Łacha z Teatru Kameralnego w Bydgoszczy - uwielbiam te nowe aranżacje, uwielbiam jak bardzo wywrócone, ale jak bardzo ciekawie te przeboje brzmią. Mimo że widziałam go w najcięższym okresie dla mnie został ze mną, i wydaje mi się że przez sytuacje ze współwidzką, o której pisałam w podsumowaniu nie doceniłam.
-Być jak Barbra S Karoliny Arczewskiej, które było grane w Konsulacie Kultury, a które będzie grane w Teatrze Muzycznym w Toruniu. Karolina opowiada o swojej historii ze Streisand śpiewając tłumaczone świetnie przez Anię Nowak piosenki Divy. I robi to absolutnie genialnie, i robi to z wyczuciem, i nic, tylko brać się za fraki i bukować wycieczki do Torunia.
-Zaliczę do tej kategorii też Opowieści wiejskich Dziewuch. Wyjątkowa historia, wyjątkowe wykonanie, obecnie Teatr zbiera fundusze na wydanie płyty, i warto wesprzeć, bo to jedyne w swoim rodzaju wydarzenie. Siedzi we mnie bardzo.
4. Jeśli chodzi o reżyserie, to to jest proste:
-Wojciech Kościelniak za Quo Vadis i za Folwark zwierzęcy, bo wyżej wymienione : misternie tkane opowieści i wizję. Bo kto pomyślał że Neron będzie śpiewał? (no dobrze, to akurat może było trochę prostsze). Ale ta wizja Quo Vadis/Cabaret? Każdy z wersów? Ja nie wiem. Ja mogę tylko podziwiać. Nie do końca uwielbiam Niech no tylko zakwitną jabłonie, ale miałam inne wyobrażenia, i to tylko na moje, ale nadal wizja!!!
-Agnieszka Płoszajska za Jesus Christ Superstar (i za Heathers, bo mimo że to jednak nie mój spektakl, to muszę, i za Rysiek ma rysia, bo love) bo znowu: wizjonerka. Nie wyobrażałam sobie pewnych wyborów. Cieszę się że ja tylko mogę oglądać spektakle Agnieszki, a ona robi musicale. Jakie ja mam szczeście!
(wyróżnienie, bo ja naprawdę cały czas myślę o tym że to Romeo i Julia było dobre, więc za reżyserię Jan Klata. Może byłam na przeciwgorączkowych, ale to naprawdę było dobre)
5. Widziałam mało, ale patrzę na tą listę, i naprawdę nie uważam że ktoś zasługuje bardziej na Najlepszą choreografię oprócz:
-Michał Cyran za JChS (i Heathers) (i Mikołajek) bo JAK WYKORZYSTAĆ TEN KLUB, jak to wszystko poprowadzić tak na tych schodach, w tej małej przestrzeni.
-Mateusz Pietrzak za wiadome QV i FZ. Za tak charakterystyczną choreo (tak samo jak muza Mariusza Obijalskiego do Fosse, ten jeden fragment w czasie Uczty tak gilgocze mi mózg że jest to piękne) dopasowaną do zespołu całego w QV, i jak przy Chłopcach z placu broni "mocną", ale znowu dopasowaną do Folwarku.
-Santi Bello za Rent - oprócz Patryka Bartoszewicza w Rent najbardziej lubię sceny zespołowe, i dopasowaną do nich choreo Santiego.
6. Kategoria Najlepsi Aktorzy robi się trudna (a Aktorki zaraz będzie trudniejsza) więc disclaimer: cały zespół aktorski z FZ/QV/JChS, więc jak już to wykluczymy to:
-Patryk Bartoszewicz w Rencie. Jak zepsuta katarynka, wiem, ale jego Collins wzrusza, kradnie sceny, niuansuje, i wykorzystuje do cna spektakl.
(i głosowo Michał Słomka, płyta Michała when?)
-Dawid Suliba jako Benvolio w Romeo i Julia w Capitolu - a tak naprawdę cała świta Romeo i chłopaki od Julii - i Mateusz Kieraś jako Parys (ta jedna scena przed ojcem Julii - Cezim Studniakiem - i comedic timing!!) i Hugo Tarres jako Merkucjo no i Rafał Kozok jako Tybalt - świetnie podają tekst sztuki Szekspira, i odnajdują się na scenie, uwielbiam tą energię.
-no dobrze, wyłamię się z postanowienia: Krzysztof Wojciechowski jako Jezus. Tyle. Reszta tu.
(i progres Pawła Muranowskiego jako Winnicjusz w QV. no muszę.)
(i to jak set, gdy Krzysztof nie mógł z powodu kontuzji, jak Marek Nędza zrozumiał swojego Petroniusza. Było to fascynujące oglądać jak z każdym spektaklem niuansuje, jak zdejmuje okulary przy Eunice, jak rozumie. Piękna rzecz)
7. Najlepsza aktorka to wybory trudne, ale mam swoje filtry: za co najmniej dwie, próbowałam się trzymać bez już wyżej wymienionych tytułów, ale:
-Karolina Łykowska w zespole Hair i jako Brooke w Prawniczce, showcasie AMuza. I mogłabym też jej dać wyróżnienie za choreo, bo jest świetną tancerką, i też jej choreo do Prezentacji było absolutnie wspaniałe. Cały zespół znowu był fantastyczny, ale za to choreo ze skakankami... muszę wyróżnić Karolinę.
-i trochę jednak naginam: Ola Rowicka ale też i za Niech no tylko zakwitną jabłonie, jak i za Folwark. Ola od samego początku buduje swoje postaci z niezwykłą delikatnością, ale i z mocą, i to że dostała role i w nadchodzącym sezonie jest jednak potwierdzeniem tego, że nie tylko do mnie trafia ze swoimi interpretacjami, ale i do innych.
-Naginam to do końca: Adrianna Koss którą wyróżniam i za Eunice, tą szaloną, ale i melancholijną, ale i zakochaną na zabój, ale i cudownie pięknie naiwną najbardziej inteligentną Eunice, i za wejście w rolę Ligii. I jak już pisałam, że absolutnie nie uważam że Ligii Julii była papierowa, ale Ada wniosła dużo swojego doświadczenia, że nadała Ligii coś innego, trochę ze swojej nieodżałowanej Porcji, że zrozumiałam że ja naprawdę zawsze będę zaskoczona czymś w Quo Vadis, i bardzo mnie to ucieszyło (a bardzo zmartwiło mój portfel)
0 komentarze