Moje miasto pachnie listopadem

18:17

 ...chociaż wróć, nie aż tak jak 12 lat temu. 


 Ma Gdynia A Moi dziś kończy 12 lat. 

Może już nie piszę tu tak często jak kiedyś, ale cieszy mnie, że to miejsce przetrwało. Mimo że jeśli pojawią się dwa wpisy w roku - jeden na urodziny, drugi na podsumowanie sezonu - a przeczytają to dwie osoby, to cieszę się że MaGdynia istnieje.

Mimo że z tytułem ma tyle wspólnego że mieszkam nadal tu i najczęściej do Muzycznego w Gdyni chodzę. 


12 lat temu było zimniej. Dziś może trochę rano chuchałam w ręce, ale potem zrobiło się znośnie - bo nie padało, większość dnia było słonecznie, a tydzień przed listopadem powinno być inaczej w powietrzu. 

Ale świętowałam dziś chodząc po Mieście, znaczy dwa razy po Bulwarze, siedząc w ulubionym Możu Kawy i chwilę przed Muzycznym. Gdzie na początku październik dech mi odebrał Moby Dick, a wczoraj pożegnałam przed przerwą do maja Quo Vadis i trochę się cieszę, bo może w maju wróci zachwyt. Bo ja już patrzę inaczej na ten spektakl, ale lubię przeżywać go i oglądać oczami którzy nie byli tyle jak ja. I to w tej chwili było dla mnie bardziej fascynujące. Dobrze, czas się stęsknić. A najbardziej to obecnie czekam na dyplom SWA. I wspominam Mury Jerycha, które parę lat wspominałam we wpisie urodzinowym.


Tak jak 12 lat temu, też niedawno wróciłam z Paryża, tym razem trochę dłuższego wypadu (prawie tydzień). I pod koniec wyjazdu zdałam sobie sprawę, że miałam rację wtedy - ja potrzebuję mojej Gdyni, bo jak uwielbiam Paryż, to nie potrafiłabym w nim dłużej zostać. Potrzebuję tempa Gdyni, potrzebuję nie być w (aż tak) zatłoczonej komunikacji, potrzebuję morza/zatoki, a nie Sekwany. She's not enough, to morze jest mi potrzebne. Potrzebuję mojego Miasto.


A moje Miasto to Gdynia.







Czytaj też:

0 komentarze

Archiwum bloga